|
|
Czy ktoś wreszcie się tym zajmie ???
Tworzymy tą stronę z wielką nadzieją i zarazem z wielkim apelem, do ludzi którzy mogliby zająć się i odnowić nasz cenny dworek. Mógłby stać się on miejscową atrakcją turystyczną. Wielce ubolewamy nad tym, że nikomu nie zależy na tym by zająć się sprawą dworka, który jest częścią historii naszego regionu. Oto parę historycznych not, rękopisów i zapisek z kronik o naszym dworku, a także pokaźna galeria zdjęć:
Miejscowość posiadająca malowniczy park z ruinami dworku szlacheckiego. Dworek ten wybudowany został w końcu XVIII wieku. Obecnie bardzo zaniedbany z braku środków finansowych, prawie całkowicie uległ ruinie. Wcześniej mieściła się tutaj siedziba szlachecka Elżbiety Czartoryskiej, o czym miała świadczyć tablica nagrobkowa z 1623 roku, która odnaleziono zaraz po wojnie i przewieziona na cmentarz w Czastarach. Późniejszym budowniczym był hrabia Leopold Trepka, gorący zwolennik kalwinizmu. W obrębie parku znajdują się unikalne w skali Europy dwa platany kalifornijskie oraz bardzo stary dąb, którego obwód wynosi 6,25 m. W zamku znaleziono i uratowano stylowe piece kaflowe, które znajdują się w Muzeum w Ożarowie (5 pieców). 
Wieś położona 13 km na południowy wschód od Wierszowa przy drodze Bolesławiec – Wieluń. Parcice po raz pierwszy wspomniane zostały w dokumencie z 1403 roku wydanym dla bractwa żebraczego w Bolesławcu. Dawniej wieś była dużym ośrodkiem kalwinizmu. Na trasie z Parcic do Krajanki, po prawej stronie znajdują się Wydmy Parcickie, tzw. Łyse Góry.
Według opisu Słownika Geograficznego wydanego w Warszawie w roku 1886, majątek Parcice rozciąga się na przestrzeni 7 km, od wsi Koryta, aż do zachodnich ziem wsi Jaworek. W roku 1553 majątek Parcice był własnością Jana i Antoniego Madalińskich. Było to 1608 morgów ziemi uprawnej, 669 mórg łąk, 36 mórg pastwisk i 101 mórg lasu, w posiadaniu również młyn wodny i wiatrak. W XVII wieku dobra te należały do średniozamożnej rodziny Kochlewskich, którzy byli wyznawcami kalwinizmu i tu na miejscu wybudowali własnym kosztem Kościół kalwiński. Po Kochlewskich właścicielami byli Potrowscy, Koseccy i Trepkowie. Ostatnim z Trepków był wcześniej wspomniany Leopold, do którego należały jeszcze majątki w Młynisku, Łyskornia i w Mokrsku. Pod koniec życia, przeszedł na katolicyzm i wybudował własnym kosztem kościół w Czastarach, który wyświęcono w 1847 roku. Od Leopolda Trepki nabył majątek Ferdynand Magnuski, który pochodził z okolic Sieradza, Ferdynand miał dwóch synów: Władysława i Bolesława. Majątek w Parcicach przejął ten drugi. Był bardzo pyszny, zarozumiały i rozrzutny. Jeszcze za życia swojego ojca sprowadził z Francji inżynierów, którzy wytyczyli w parku klomby i aleje według francuskich wzorów. Z czasem Bolesław narobił sporo długów, bo wyjeżdżał za granicę. Mając sporo długów szukał do ożenku bogatej kandydatki na żonę. Po pewnym czasie znalazł partnerkę pod zaborem niemieckim w okręgu poznańskim – nazywała się Józefa Biegańska. Przyszły teść przyjechał na oględziny tutejszego majątku, pan B. Magnuski obwiózł go pokazując mu swe własności, a zarazem i lasy państwowe jako swoje. Posag zamożnej panny wyniósł 200000 talarów. (1 Talar = 6 marek).

„ (…) Leopold Trepka był wyznawcą sekty kalwińskiej, która miała tu (w Parcicach) swój zbór (kościół) i cmentarz. W późniejszych latach wrócił na katolicyzm i wybudował w Czastarach kościół, który do dziś istnieje, a był wyświęcony w 1847 roku, glinę na cegłę do budowy tego kościoła wydobywano z glinianek przy drodze do Wielunia naprzeciw budynków Franciszka Piasty, te glinianki są obecnie własnością Henryka Chałupki. Do roku, 1918 czyli do powstania niepodległego państwa polskiego w Parcicach nie było szkoły, bo właściciele majątku, jak wymieniony Trepka, a potem nowi dziedzice: Ferdynand Magnuski i syn jego Bolesław, pyszny i zarozumiały, którego stać było na wyjazd do Paryża, nie pomyśleli o wybudowaniu szkoły dla wiejskich dzieci. Około roku 1905 w parku tutejszego dworu znaleziono zasypaną warstwą ziemi płytę nagrobkową, a pod nią dwie trumny dobrze zachowane. Trumny i płytę przewieziono na cmentarz w Czastarach, którą teraz można oglądać, jest tam duży opis w języku łacińskim, że tu spoczywa Elżbieta Czartoryjska, która zmarła w roku 1639. Już w pierwszych latach niepodległości zaczęto uczyć dzieci w wynajętych izbach, a mianowicie w walącym się dziś domu Józefa Rychli, i tu gdzie jest sklep G. S. z artykułami gospodarstwa domowego, i tu gdzie jest teraz przedszkole, dom Józefa Krawca. Przez 12 lat, kierownikiem szkoły był pan Józef Sroszyński a jego pomocnikiem, pan Michał Sadowy, zamordowany przez hitlerowców w obozie koncentracyjnym w Dachu a potem w Gusen. Straż Pożarna w Parcicach założona w 1912 roku jako oddział OSP w Czastarach, w czerwcu 1919 roku została zalegalizowana przez władze powiatowe, jako samodzielna jednostka. Sikawka i inne narzędzia mieściły się w prywatnych budynkach, to też konieczna potrzebą stało się wybudowanie remizy i Sali widowiskowej. Z różnych imprez i zabaw gromadzono fundusze i bez żadnej pomocy finansowej ze strony władz państwowych wybudowano w 1930 roku ten budynek, który do dnia dzisiejszego wypełnia to, do czego był przeznaczony. W ostatnich latach przed II wojną światową mieszkańcy Parcic zaczęli robić starania o kupno placu pod budowę Remizy, sprzedano ziemię sołtysa i kupiono plac od Walentego Grzany. Zaczęto gromadzić fundusze z dobrowolnych składek otrzymano pewną niewielką sumę z budżetu gminnego, zakupiono zapas cegieł w cegielni, którą zawieziono furmankami na kołach nieogumionych. Budowę prowadził mistrz murarski Antoni Cyga z Dzietrzkowic. Wszystkie roboty przy murarzach mieszkańcy wykonali w czynie społecznym nieodpłatnie. Jeśli w domu nie było mężczyzny, to do tych robót przychodziły kobiety nosząc cegły i wapno w wyniszczonych sukniach na pierwsze piętro. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem II wojny światowej ściany były gotowe. Jedyną dotacją państwową było drzewo z pobliskiego lasu Koza, cały zrąb otrzymały wsie Parcice i Radostów, gdzie również w tym czasie budowano szkołę. Komitet budowy szkoły składał się z czterech osób: Witold Nowicki – właściciel dworku parcickiego, Józef Sroszyński kierownik szkoły, Bronisław Chrzana sołtys, i piszący te słowa Jan Ochędzan członek rady gminnej i rady powiatowej. Drewno z lasu mieszkańcy tych wsi zwieźli własnymi furmankami na tartak Franciszka Łytki w Czastarach, który przetarł wszystko na drewno, zabierając za tą czynność pozostałe odpady. Przetarty materiał zwieziono na plac budowy i ułożono, zabezpieczając od opadów prowizorycznym dachem z desek. W takim stanie budowy, rozpoczęła się II wojna światowa. W roku 1940 ówczesny sołtys Władysław Suchy, który będąc urodzony w Niemczech podpisał tzw. „volkolistę”, czyli przynależność do narodu Niemieckiego, ten sołtys z jakimś Niemcem przyszedł do piszącego te słowa Jana Ochędzana, i zażądał wydania planu budowlanego tej szkoły, myśleliśmy, że Niemcy dokończą tej budowy dla dzieci, późniejszych osadników Niemców, ale stało się inaczej, cały budynek zrównano do fundamentu, cegłę i drzewo użyto na remont budynków, które zajęli osadnicy Niemieccy (…). W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku zakwaterowany był tu oddział wojska polskiego (…). W niedługim czasie dały się słyszeć głuche detonacje, wybuchy bomb zrzuconych na Wieluń, w nocy zostały przecięte przez szpiegów wszystkie połączenia telefoniczne, wojskowe i cywilne, czyli pocztowe. Wojsko zostało pozbawione wszelkiej łączności, z dowództwem, toteż każdy dowódca, oddziału działał na własną rękę. Około godziny 10 nadjechał prywatny goniec z Bolesławca Józefa Kopydłowskiego, który oznajmił, że Niemcy przekroczyli granice i już pierwsze oddziały są w Bolesławcu. W niedługim czasie pojawili się pierwsi uciekinierzy cywilni z nad granicy, którzy w popłochu opuścili swoje domostwa, aby dostać się za linię rzeki Warty gdzie miała być przygotowana skuteczna obrona. Mieszkańcy Parcic widząc, co się dzieje zaczęli się także przygotowywać do ucieczki, ładując na wozy trochę żywności, ubrania i pościel, i z żywym dobytkiem to jest z krowami i owcami, ruszyli w stronę Sieradza. W domach zostało tylko kilka starszych gospodarzy. 2 września podjechały na motocyklach pierwsze pojazdy niemieckie, które zapaliły stary wiatrak, i kilka budynków, w których zatrzymali się w niedalekich wsiach, i tam ich już dogoniły wojska niemieckie. Więc za kilka dni wrócili do swoich domów, a inni uciekali aż pod Łódź i Łęczyce i dopiero za dwa tygodnie zawrócili do domów, niektórych wojaka polskie wzięło z końmi i musieli oni jechać tuż na linię Bugu i późno wrócili. 3 września już nadciągła regularnie armia i zaraz zastrzelili starego człowieka Józefa Szewczyka, który szedł przez wieś i trzech innych mieszkańców zakopali pod Krzyżem we wsi. Tak się zaczęła w naszej wsi największa wojna. Do maja 1940 roku panował względny spokój. Do Łodzi został zabrany właściciel resztówki Witold Nowicki, ale jakoś na wiosnę został zwolniony. Natomiast zaczęto zabierać innych zakładników – „dzieci zagłady”. Z Parcic wzięto: Józefa Pokorę, S. Ligodzkiego, Władysława Płuskę, wywiezieni zostali do Dachau i innych. W niedługim czasie wszyscy zostali zamęczeni. W czasie ucieczki we wrześniu zabity został od bomby pod Warszawą Władysław Małuszyński, a w obronie Warszawy zginął Jan Potomski. W maju 1940 zastrzelony został ksiądz Bolesław Stradowski na plebani w Czastarach. W początku czerwca dochodzą alarmujące wieści, że Niemcy wysiedlają rolników w powiecie sieradzkim. W niedługim czasie przyszła kolej na Parcice, wysiedlono Józefa Dorywałę, Stanisława Dorywałę, Franciszka Szamanka i Józefa Studzińskiego, a kilka miesięcy później Franciszka Leniaka, ludzie ci znaleźli pracę na dolnym Śląsku u tamtejszych bauerów, którzy byli wzięci na wojnę, a tu gospodarzyły ich żony. Zanim nastąpiła przerwa, bo Hitler przygotowywał napad na ZSRR. Dopiero we wrześniu 1941 roku wysiedlono prawie wszystkich zamożniejszych rolników, którzy mięli budynki w dobrym stanie. Na ich miejsce osiedleni zostali Niemcy z Bawarii. Wysiedleni rolnicy szukali pracy w różnych firmach na Śląsku. Później wysiedlono kilka gospodarstw w Dolinie i ziemiach na południowej stronie od parku dworskiego, gdzie utworzono niewielki majątek ziemski, większość budynków po wysiedlonych rolnikach rozebrano, a materiał użyto na różne zabudowania w tym utworzonym majątku. W późniejszym czasie wysiedlono jeszcze kilka rodzin i wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec, wywożono nawet dzieci i ludzi starszych, z których dwoje zmarło na wygnaniu, a mianowicie: Franciszka Krawca i Piotr Łukowski. Następują aresztowania i katowanie ludzi na słynnym z okrucieństwa posterunku żandarmerii w Radostowie. Dwaj bracia, Mieczysław i Władysław Przebierałowie skazani na karę śmierci i powieszeni w Kaliszu. W więzieniach i obozach zmarli: Józef Owczarek, i Piotr Piec. Na posterunku w Radostowie zastrzeleni: Władysław Mania i jego syn Antoni Mania. Po ostatnich wysiedleniach, we wsi zostało tylko kilka rodzin polskich, którzy pracowali w gospodarstwach osadników niemieckich, którzy zostali powołani do wojska niemieckiego i wysłani na front wschodni. We wsi nie słyszało się już na ulicy mowy polskiej, a wieczorem było niebezpiecznie przechodzić przez wieś, żeby nie być pobitym przez jakiś wyrostków. Ci nieliczni Polacy pracujący u Niemców, musieli odbywać nocne warty, nie wyłączając nawet kobiet, taki, pilnujący Polak po ciężkiej pracy, musiał pełnić tę wartę od godziny 21 do 6 rano i nie mógł się zdrzemnąć, bo był katowany przez Niemców. Wszystkie zimy w czasie tej wojny były bardzo mroźne i śnieżne, toteż pełnienie takiej warty było wielkim ciężarem, tym bardziej, że odzież i obuwie wyniszczyło się a nowego nie można było kupić, dużo ludzi przemęczało się i straciło zdrowie na całe życie. Rok 1943 i 44, nadchodzą głuche wieści o klęskach wojsk niemieckich, pod Stalingradem w serca Polaków wstępuje nadzieja i otucha, Niemcy stają się mniej butni i zarozumiali, ludzie po kryjomu słuchają pod oknami komunikatów radiowych z frontu wschodniego. W połowie roku 1944 wojska alianckie lądują na ziemi francuskiej, i w takim nastroju ludność miejscowa oczekuje zakończenia wojny, i ciężkiej niewoli pod zaborem niemieckim. Styczeń rok 1944, wojska radzieckie przełamują opór wojsk niemieckich na linii Wisły, odtąd zaczyna się bezładny odwrót wojsk niemieckich, i zwycięski pościg armii radzieckiej. Do Parcic wkraczają wojska niemieckie. 18 stycznia , Komisarz gminy z Czastar nie wiedząc gdzie się ukryć, jedzie konnym zaprzęgiem przez Parcice w kierunku pastwisk ogólnych, i tam dogoniony przez żołnierzy radzieckich, zostaje zastrzelony na podwórzu Domazego Szmigla, zakopany w rowie przeciwczołgowym, zabłąkany żołnierz niemiecki, zostaje schwytany i zastrzelony na podwórzu Stanisława Chrzana. Po przejściu frontu życie we wsi wraca do normy, ale jest one dla nie jednych bardzo ciężkie, a szczególnie dla tych, którym rozebrano lub spalono budynki, oraz brak żywego inwentarza. We wsi jest brak siły pociągowej bo dużo koni zabrało wojsko, w całej wsi są tylko 4 konie do obrobienia wszystkich pól, Ci co byli na miejscy jakoś sobie wybronili choć jedną krowę od uboju na mięso przez żołnierzy, ale ci co wrócili później z głębi Niemiec nie zastali w swoich gospodarstwach żadnego żywego inwentarza, ani nawet ptactwa domowego. Za zezwoleniem dowództwa wojskowego tworzy się władza ludowa, Gminna Rada Narodowa nie z wyboru, bo na to nie było czasu, tylko z nominacji. Ciężka była działalność tej władzy w wyniszczonych i zdewastowanych wsiach, przy podziale żywym i martwym inwentarzem, dochodzi do kłótni i awantur pomiędzy ludnością, bo każdy chciał zagarnąć dla siebie więcej. Na domiar wszystkiego złego, grasują w okolicy bandy reakcyjnego podziemia, Prześladują, biją i nieraz zabijają każdego kto bierze udział w tworzącej się władzy ludowej. Napadają na urzędy gminne, zabierają pieniądze, niszczą różne ważne dokumenty, rabują świeżo powstałe sklepu spółdzielcze, ograbiają gospodarstwa działaczy ludowych, zabierają nawet konie i wozy. Taki stan trwał kilka lat, zginęło dużo milicjantów i funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Pomału wraca stabilizacja, ludzie dochowują się inwentarza, poprawia się wydajność wyjałowionej nieuprawianej ziemi, fabryki zaczynają produkować nawozy sztuczne, ale trzeba było czekać długie lata zanim to zaopatrzenie było dostateczne. Na zakończenia wypada znów wspomnieć o szkolnictwie. W niedługim czasie po przejściu frontu, uruchomiono nauczanie dzieci w salach dworku parcickiego, pozbierane ocalałe podręczniki szkolne, a w braku nauczycieli, wykładowcami byli, ci co w ostatnim roku przed wojną ukończyli szkołę podstawową, byli to: Józef Dorywała, Anna Piesikówna, Aniela Płuskówna i inni. Komitet rodzicielski zbiera fundusze i zakupuje na ziemiach poniemieckich barak drewniany, który ustawiono na placu szkolnym, gdzie były cztery sale wykładowe. Pierwszą kierowniczką szkoły była Janina Kubikowa, której przydzielono później kilka sił nauczycielskich.
Powyższą historię Parcic napisał Jan Ochędzyn jeden z najstarszych mieszkańców wsi.
” - rękopis przepisany w stanie nie zmienionym
W dawnych dziejach każda rodzina szlachecka miała swój własny herb. Inaczej nie było również z rodziną, która przez jakiś czas była właścicielem majątku w Parcicach. Oto unikalny herb tej rodziny:
Podsumowanie
Naszym priorytetem i myślą przewodnią w tworzeniu tej witryny była chęć zainteresowania ludzi, którzy mogliby zająć się naszym dworkiem i go odnowić. Kilkanaście lat temu znalazła się taka osoba, pani z Wrocławia. Jej chęć zainwestowania stała się tylko pozorna. Po paru latach dworek znów nie ma właściciela - drogą sądową, prawa do dworka zostały zabrane wcześniej wspomnianej kobiecie. Powód? Nie zrobiła ona kompletnie nic w kierunku tego, by dworek został wyremontowany i zachowany. Ciągle więc, czekamy na godnego zaufania człowieka, który zainwestowałby i odnowił nasz skarb. Na pewno miałby z tego później wiele korzyści, jako przykładem możemy posłużyć się pałacem "Sokolnik" w pobliskich Sokolnikach. Znajduje się tam świetnie prosperująca restauracja i hotel. Niestety czas jest nie ubłagany i skutecznie niszczy historię. Oto 3 zdjęcia dworku wykonane kilkadziesiąt lat temu - proszę porównać je z teraźniejszą galeria i wysnuć własne wnioski...


Copyright 2005 - Wszelkie prawa zastrzeżone. Adrian Kowalczyk  & Adrian Kaczmarek.
|
| |